W języku chińskim są cztery tony, od użycia których zależy znaczenie słowa. Ale w tajwańskim jest ich osiem. Czy Tajwan to Chiny? Moim zdaniem — nie. Tyle o polityce. Reszta o podróży i wrażeniach — wszystkie są subiektywne, bo wynikają z moich obserwacji i przeżyć.

Tajwan to kraj, w którym życie toczy się szybko i powoli jednocześnie. Nie umiem tego dokładnie dookreślić, ale pisząc o szybkim życiu, myślę o rozwoju i postępie gospodarczym, który widać w każdym miejscu tego kraju. „Powoli” odnosi się do kontaktów — Tajwańczycy są zdystansowani, ale życzliwi i pomocni. I nie jest to życzliwy uśmiech (raczej rzadko okazują emocje), ale rzeczywista chęć pomocy i czyny. Bardzo wyraźnie widać szacunek okazywany osobom starszym. Hierarchia w społeczeństwie i przeświadczenie o tym, że człowiek starszy znaczy mądrzejszy, jest bardzo widoczna. Osobom starszym się pomaga — młodsi mają obowiązek nauczenia starszych tylko jednego: technologii internetowych — tak, aby i starsze pokolenie mogło bez problemu korzystać ze smartfonów i Internetu.

Tajwańczyk myśli o tu i teraz, a jego życie toczy się według ustalonego porządku, w którym ważną rolę odgrywają posiłki, rekreacja i religia. Mnie w Tajwanie urzekł sposób spędzania wolnego czasu, czyli zbiorowe ćwiczenia w parkach; boiska i stadiony, na których zbierają się wieczorami mieszkańcy okolicznych domów, i ćwiczą, biegają, grają w piłkę lub kosza. Niesamowite wrażenie robi bieżnia na stadionie lekkoatletycznym w Tajnanie, w środku miasta, obok dworca kolejowego, na której po godzinie 19 biega, chodzi lub truchta masa osób — starszych, młodszych i dzieci.

Smartfony

Tajwańczyk bez smartfonu będzie smutny. Smartfon ma każdy — dzieci i starsi. Smartfon to urządzenie, które na Tajwanie nie służy do prowadzenia rozmów telefonicznych. Posiadanie smartfonu to przede wszystkim korzystanie z komunikatorów, dostęp do sieci społecznościowych, gier, filmów i tysiąca potrzebnych aplikacji. Ale przede wszystkim to aparat fotograficzny i kamera. Tajwańczycy w każdym miejscu robią sobie zdjęcia — nawzajem lub selfie. Następnie upiększają je za pomocą dostępnych aplikacji dorysowując elementy graficzne (kwiatki, buźki, noski etc.) i wysyłają w świat, czyli do znajomych.

Obrazek z metra w Tajpej: każdy patrzy w ekran smartfonu i coś robi. Co — nie wiadomo, bo nikomu nie wolno patrzeć w ekran telefonu obok. Czytałam na jednym z blogów o podróżach, że w metrze w Tajpej wszyscy czytają książki. Może tak być, pod warunkiem, że są to e-booki. Podobnie jest w pociągu, autobusie, restauracji i sklepie. Każdy ma smartfon i swój świat. Podczas całego pobytu na Tajwanie spotkałam dwie osoby, które czytały książkę papierową — młody chłopak w autobusie z Tajpej do Tainanu i starszy pan na campusie Uniwersytetu w Tainanie (zakładam, że był to jeden z wykładowców). A i jeszcze mnich w buddyjskiej świątyni w Tajnanie — też czytał bez smartfonu. Specyficzne są rozmowy prowadzone przez telefon — komunikat jest nagrywany i wysyłany do rozmówcy (często spotyka się osoby, które mówią do telefonu). To trochę inny dialog niż ten, który prowadzi Europa. Mówię i nagrywam, wysyłam, odpowiedź otrzymuję w postaci nagrania. Nikt nikomu nie przerywa i nie przeszkadza. Czy to nie jest genialnie proste?

Po trzech tygodniach pobytu łapię się na tym, że również nie odrywam wzroku od ekranu mojego telefonu.
Jednak nie to dziwi najbardziej. Zupełnie fenomenalnym zjawiskiem jest Pokemon Go. W Tainanie grają w nią tysiące osób po zakończeniu dnia pracy, czyli od około godziny 17–18. O tej porze zapada zmrok, setki osób szukają Pokemonów, jeżdżąc z miejsca na miejsce skuterami lub samochodami. Taki widoczek: w parku zbiera się ok. 100 skuterów, część osób przywiozła swoje zwierzątka na spacer (wyprowadzane są nie tylko psy, ale także ptaki, kotki i gady), każdy ma w ręku smartfon i szuka Pokemonów. Nie wiem, na czym polega ta gra, znam tylko żółte, śmieszne ludziki na ekranie smartfonu, ale twórcom należy się nagroda, przynajmniej na Tajwanie, bo to gra, która jednoczy Tajwańczyków. W Muzeum Literatury Tajwańskiej w Tainanie są specjalne tabliczki — Pokemon NO! — co oznacza, iż Muzeum akurat Pokemonami nie dysponuje.

Skutery

Chyba każdy Tajwańczyk ma skuter. Jeśli tak, to jest ich około 29 milionów. Ta hipoteza pomaga mi wyjaśnić sobie samej, dlaczego skuter jest ważniejszy od pieszych. Hierarchia komunikacji jest taka: skuter, samochód, komunikacja miejska (metro i autobus), rower. Ruch jest prawostronny, co nie oznacza, że kierujący skuterem nie może jechać inaczej. Jeśli uzna, że jest to bezpieczne, to może. Znaki drogowe są, ale nieliczne. Na dokładkę są wskazówką, a nie nakazem. Jedyny istotny znak drogowy to oznaczenie parkingów. Przy tej liczbie skuterów, ich parkowanie jest wyzwaniem. Sama jazda jest wrodzoną albo wyćwiczoną umiejętnością, którą posiada każdy.
Wszyscy jeżdżą w kaskach, ale kaski pożyczane są sobie nawzajem. Jak jest przy skuterze, to znaczy, że można pożyczyć. Warunek jest jeden: oddać trzeba dokładnie w tym samym miejscu. Podobnie działa obywatelski ruch wspólnych parasoli. To jest piękne na Tajwanie: jeśli możemy sobie nawzajem pomóc, to pomagajmy. Ta mentalność jest niesamowita — nikt nie krzyczy, nie robi nikomu na złość, nie uprzykrza innym życia, nie narzuca swojej woli. Trochę robi to wrażenie, jakby Tajwańczycy żyli bez emocji, ale na pewno tak nie jest — po prostu okazują je w zupełnie inny sposób niż my, Europejczycy.

Przy okazji słowo o komunikacji miejskiej. Metro w Tajpej jest super punktualne, super czyste i super szybkie, ale stosunkowo drogie. Komunikacja autobusami jest tańsza, choć wymaga cierpliwości. W Tajnanie nie ma metra. Bilet autobusowy w przeliczeniu kosztuje około 2 zł, niezależnie od długości przejazdu. Bilety kupuje się samemu, wsiadając do autobusu i wrzucając odliczone monety do skarbonki kierowcy. Nikt nie sprawdza, czy wartość wrzuconych monet jest prawidłowa. Nikt nie wpadłby na pomysł, aby oszukiwać. Tak nie wolno — i Tajwańczyk o tym wie.

Zielona herbata

Pije ją każdy. Kupić ją można wszędzie. Najbardziej popularne są herbaciarnie sprzedające kilkadziesiąt różnych wersji zielonej herbaty na ulicy. Ale zakup prosty nie jest — najpierw trzeba ustalić, czy ma być zimna, czy ciepła, czy może powinna mieć temperaturę pokojową? Potem, jeżeli ktoś jest amatorem cukru, trzeba zdefiniować proporcje. Kolejnym etapem jest wybór dodatków i rodzaju samej herbaty. Uff…. Ale warto — moim hitem była zielona herbata z kwiatami róży i syropem z agawy — zimna. Każdy nosi swoją herbatkę w woreczku i popija. Napój jest wyśmienity — zwłaszcza w upalne dni, których na Tajwanie jest sporo.

7-Eleven

Ta amerykańska sieć jest obecna na każdym rogu i w każdym mieście na Tajwanie. Czynna przez 24 godziny na dobę oferuje podstawowe artykuły żywnościowe, gotowe dania na miejscu i na wynos, ale w 7-Eleven można także kupić bilet na autobus, nadać paczkę, zjeść wcześniej kupione danie.

Dania są super, jest też mnóstwo gotowych popakowanych owoców, ceny są bardzo przystępne. Wielu Tajwańczyków je w 7-Eleven śniadania i kolacje.

Są też bankomaty. Każdy sklep ma darmowy dostęp do Internetu, toaletę i kosz na śmieci. Kosz na śmieci to ważny element, bo w miastach nie ma publicznych koszy. Każdy zbiera swoje śmieci i za nie odpowiada. Czyli ci bardziej oporni wyrzucają je gdzie popadnie, a ci bardziej świadomi szukają kosza lub noszą śmieci do swoich domów. Powodem są oczywiście karaluchy. Ja nie spotkałam żadnego — czyli strategia śmieci przynosi efekty. Po mieście jeżdżą grające śmieciarki (to nie żart — one naprawdę grają, tak, aby ci, do których jadą, słysząc muzykę, zdążyli na ich przyjazd), a każdy mieszkaniec dokładnie wie, w jakich dniach i o jakich godzinach przyjeżdża ichnie PGK. Wtedy każdy wynosi śmieci z mieszkania, schodzi na ulicę i sam wrzuca worek z odpadkami do śmieciarki.

Planując dłuższy pobyt na Tajwanie, warto zobaczyć więcej niż tylko Tajpei, czy Tainan. Tajwan ma kilka parków narodowych. Bardzo polecam górski Taroko National Park ze szczytami powyżej 3500 m n.p.m. i plażowy Kenting National Park — na południowym krańcu wyspy. Duże miasta łączy komunikacja pociągowa i autobusowa, noclegi bez problemu można rezerwować na miejscu. W bankomatach można wybrać lokalną walutę (dolary tajwańskie), za wszystko płacimy gotówką. Karty można używać w sklepach sieciowych, drogich hotelach i restauracjach. W Tajpei można porozumieć się po angielsku (nie we wszystkich miejscach), ale już na przykład w Tajnanie — nie. Dobrze jest mieć osobę — przewodnika na miejscu, który nam przez pierwsze kilka dni pomoże, zwłaszcza, jeżeli jesteśmy po raz pierwszy w Azji. Naszym przewodnikiem była nasza córka — studentka sinologii tajnańskiego uniwersytetu. Bez niej ta podróż i czas spędzony na Tajwanie nie byłyby tak ciekawe i inspirujące.